niedziela, 9 sierpnia 2015

Oj, czarno to widzę

    Dzień dobry wszystkim! Skończył się lipiec, połowa wakacji już za nami, a ja nadal nadrabiam zaległości na blogu :) i do tego, jak się okazało, jeszcze te z dnia osiemnastego maja. Już wiecie, co mam na myśli? Jeśli nie, to objaśniam - właśnie, po wielu chwilach zwątpienia, skończyłam rysować białą Czarnoskórą. Jeśli chcesz zobaczyć, jak prezentowała się na samym początku, to klik. A oto ona już nie jako albinoska:



    Gdy teraz na nią spoglądam, nie czuję tego dogłębnego uczucia beznadziejności, co na początku pracy nad nią. Z mojego (kiedyś) największego utrapienia, przekształciła się w (moim zdaniem) pracę niezwykle udaną. Koszula w ciepłych, intensywnych barwach, luźno opadająca na jej ramię, nadaje całemu bazgrołkowi wyrazu, przy okazji silnie kontrastując z jej ciemną skórą. W oczy trochę rzuca się dysproporcja jej ramion (prawe jest szersze od lewego), ale i tak jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego (co jest nowością, zważywszy na moje bardzo surowe podejście do wyglądu moich prac i w ogóle).

    "Tylko jeden rysunek na wpis, to wstyd dla blogera" - pomyślałam. - "Już wiem, dorysuję Murzynce młodszego brata" - i nie zwlekając ani chwili dłużej, zabrałam się do bazgrolenia. W ekspresowym tempie zakończyłam prace nad nowym pomysłem, jednak po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, iż proces ten, wcale nie był taki znowu krótki. Zresztą, sami zobaczcie - można ze zdjęć wyróżnić kilka etapów:

Tak bardzo mi się podoba -

chyba go znów narysuję


                                                     Etap I - szkicowanie i rysowanie konturów
   
    Po uprzednim rozplanowaniu, jak mają wyglądać poszczególne elementy twarzy chłopca, zabrałam się za kreślenie konturów. Murzynek bardzo ładnie i młodziutko się prezentował. Ale do czasu...




                                                                           Etap II - wypełnianie twarzy (bez brwi)

    I to w nim coś zaczęło iść nie tak, a mianowicie Murzynek jakoś wyblakł zaczynając przypominać Mulata, przy okazji postarzając się o kilka lat (no może nie takie "kilka").


                                                  Etap III - wypełnianie włosów i zakończenie prac

    Dokończyłam bazgrołek, spodziewając się polepszenia sytuacji, ale nic takiego nie zaszło. Murzynek stał się (chyba) dwudziestoletnim Mulatem przy okazji całkowicie wykluczając możliwość wcielenia go w młodszego, a tym bardziej brata Murzynki. Szkoda :(

    A teraz dodatek specjalny: ostatnio w starociach odnalazłam obrazek Czarnoskórej (no, właściwie Niebieskoskórej, bo tylko taką kredkę miałam przy sobie) z roku 2011, który wytworzyłam na kolonii. Gotowi?


     Ups, te ramionka są chyba zbyt malutkie dla tak dużej głowy :) Ale i tak jak na pracę dziewięcioletniego dziecka jest bardzo realistyczna i dopracowana. A co Wy myślicie? Czy podobają się Wam prace, które dziś przygotowałam? Pamiętajcie o tym, że pod każdym wpisem jest coś takiego jak strefa komentarzy i każdy może coś takiego napisać - może spróbujecie? Będzie mi niezmiernie miło ^_^

    Jest mi przykro oznajmić, że nikt nie wygrał konkursu, który ogłosiłam w ostatnim wpisie. Nikt nie wysłał mi screena z tysięcznym wejściem. NIKT. Na razie nie planuję candy wznowić aż do odwołania. To trochę smutne :(
    Tym dosyć pesymistycznym akcentem kończę dzisiejszy post. Może w najbliższym czasie ktoś zacznie komentować moje wpisy, dzięki czemu humor mi się troszkę poprawi, kto wie? I tak dobrze mi na razie dzięki wyjazdom wakacyjnym. Serdecznie pozdrawiam i życzę miłego wypoczynku
~Kinga Fritz


   

wtorek, 28 lipca 2015

Plony szkolnego szperacza + jeszcze coś

    Dzień dobry! Co za wstyd! Trochę głupio jest mi oznajmić, że w tym miesiącu zamieściłam na blogu TYLKO JEDEN post, ale aby jak najszybciej pozbyć się nękających mnie wyrzutów sumienia, wygodnie usadawiam się przy biurku i rozpoczynam pracę... Klik, klik.
    Zazwyczaj w wakacje mam dosyć sporo czasu na wszystko: grę na komputerze, bazgrolenie, wyjście na spacer, jazdę na rowerze itp. Takich czynności jest całe multum, więc nie będę Was nękać ich wymienianiem.  Ale przejdźmy do rzeczy - zawsze któraś z nich mnie tak zaabsorbuje, iż coś mi umyka.
    Dzisiaj wzięłam się do pracy i zaczęłam szukać. Trooszkę cały proces trwał, ale misja się powiodła i pod stertą najrozmaitszych szpargałów wyszperałam kilka rysunków jeszcze z szóstej klasy. Ciekawi?



        Ten, nazwałabym go: "Raritypodobny", kucyk powstał w ciągu jednej baaardzo nudnej lekcji. Jest żywym (no, może żywym inaczej) przykładem na to, że nawet jeśli nie umie się czegoś nabazgrolić, nie jest to sygnałem do zniechęcenia. Chociaż niezbyt realistyczny, mnie się podoba, bo ma w sobie "to coś".

O ileż to bazgrołków można się wzbogacić

 dzięki jednej nudnej lekcji...

    Po dogłębnych oględzinach spostrzegłam, że wiele moich wytworzonych w ciągu lekcji rysunków ma tematykę związaną z czterema żywiołami. Dowody?




    Na przykład ONA - uosobienie żywiołu ziemi. Otoczona przez zielonkawy nimb piękność o zdrowej, zarumienionej cerze okalanej przez liczne rośliny. W jej oczach nadal tkwi ten nieodgadniony wyraz...



       Sama Matka Natura postanowiła odwiedzić moją stronkę. Bujna kwiatowo-roślinna czupryna przysłania prawie całkowicie jej oblicze, ale nadal dostatecznie widoczne pozostaje jej nie przesadzone piękno: długie, ale nie tuszowane rzęsy, mocno zaznaczone krzaczaste brwi, a także ledwo widoczne worki pod oczami. Po co się ulepszać? Może czasami warto uwierzyć w siebie... Hm...




    A teraz nadszedł czas na moją ulubienicę - ognistą dziewczynę, córkę smoka. Lekko skośne oczy, opuchlizny pod oczami, proste czarne jak heban włosy i... ten duch walki w jej zaciętym wzroku. Brr, aż dreszcz mnie przeszedł. Nie chciałabym z nią zadzierać.

    Od około trzech lat mogę poszczycić się posiadaniem własnej parafki. Jak zresztą pewnie nie omieszkaliście zauważyć, umieszczam ją na każdym wytworzonym esie-floresie. Miałam więc ułatwione zadanie na pewnej lekcji plastyki, kiedy to nauczycielka oznajmiła, że w ciągu lekcji musimy wykonać własne logo.  Podczas gdy zazwyczaj praca przeciąga się tak, że w końcu wykonuję ją w domu, ta powstała już w dwa kwadranse. A oto ona:




    Kiedy pytałam kolegów z klasy, czy coś zauważają, patrząc na obrazek, jednogłośnie odpowiadali, że nie. Czy naprawdę przybory plastyczne w nic się nie układają? Jesteście pewni? A może jednak? Na przykład w jakieś litery albo moje inicjały...
    Łezka się w oku kręci, kiedy patrzę na mój pierwszy obrazek z szóstej klasy. Moim zadaniem było umieszczenie w ramkach najtrwalej zapisanych w pamięci wydarzeń z wakacji. Idea bardzo mi przypadła do gustu, może i w tym roku spróbuję? Kto wie.



    Wszystkie kadry porozrzucane spoczywają na stole z jasnego drewna. Pierwsze zdjęcie przedstawia widok na Pieniny, który mogłam podziwiać w zeszłym roku przez okna Willi Alexia (pomarańczowego hotelu powyżej). Są także książki, których przeczytałam całe mnóstwo (jak zresztą i w tym roku) oraz Bob, bo tak nazwaliśmy niezwykle przyjacielsko usposobionego ulicznika na osiedlu mojej Babci, którego później odnaleźli jego właściciele... A wszystko to wydarzyło się w zeszłym roku, kiedy jeszcze miałam dwanaście lat, no a dziś mam dokładnie trzynaście - jak ten czas szybko leci :)

    Jak pewnie zauważyliście, tytuł posta brzmiał: "Plony szkolnego szperacza + jeszcze coś". Ponieważ rysunki - wyniki moich poszukiwań już zobaczyliście, przyszedł czas na owo tajemnicze "jeszcze coś". A to "coś" to, UWAGA, UWAGA...

Napis rozpływa się z powodu niekorzystnych dla 

jego formuły czynników pogodowych :)



   A tak właściwie, jak nazywa to moja Mama zapalona hafciarka: "candy". Ponieważ moja stronka zbliża się już do chlubnego 1000 (tak, już TYSIĄCA!!!)
wejść, postanowiłam jakoś to ważne wydarzenie uczcić. Zaznajomię więc Was z zasadami udziału w tym tyciusieńkim rozdaniu. Konkursik nie będzie quizem albo odpowiadaniem na zadane pytania. Nazwałabym go raczej losowaniem. Wygrana będzie jedynie sprawą przypadku, bo całe przedsięwzięcie polega na
łapaniu licznika. Po każdych odwiedzinach na moim blogu zerkaj na licznik, bo jeśli jesteś tysięcznym odwiedzającym, wygrałeś! Zrób screena (przycisk w prawym górnym rogu klawiatury, czyli Print Screen SysRq) i wklej go do Painta, albo zrob zdjęcie, po czym wyślij na mój adres mailowy: kinga.bazgrolki@gmail.com
Nagrodą będzie wykonany przeze mnie bazgrołek specjalnie na zamówienie zwycięzcy.
Serdecznie zapraszam do udziału w akcji!

Oczywiście, nie ma wykrętów typu: wchodzę na stronkę po kilkadziesiąt razy i nagrodę mam w kieszeni, o nie! Proszę, grajcie fair, chociaż dla poczucia sprawiedliwości.
    To już koniec mojego wypisywania się w poście. Akurat tak się złożyło, że mam dziś urodziny, a poza tym zbliżam się do tysiąca wejść, więc oprócz tego, że już otrzymałam moje prezenty (dzięki Wam rodzinko i ekipo z przyjęcia ^_^), możesz dostać jakiś także Ty. Jeśli akcja przypadła Ci do gustu, skomentuj! Będzie mi bardzo miło. Ja nie gryzę (no przynajmniej przez ekran komputera nie mam możliwości ^_^).
Pozdrawiam i życzę szczęścia w łapaniu licznika 
~Kinga Fritz

 
 












czwartek, 23 lipca 2015

Ochy i achy nad OH'em, o manii czytania

    Witajcie! Za oknem pięćdziesięciostopniowe upały, a plamy promieni słońca padające na łóżko budzą o znacznie wcześniejszej godzinie, więc nie mam już "wymówki", aby nie pojawiać się na blogu. Oczywiście, żartowałam, ale nie z skwarem w moim mieście, tylko z wymówką. Cały ten gorąc tak wykańcza mnie fizycznie i twórczo, iż musiałam całkowicie się pozbierać, zanim przystąpiłam do tworzenia, wyszperywania bazgrołków i (co dziwne) samego pisania, które to nigdy, ale to nigdy mnie nie męczyło.  Ale koniec tego użalania się nad ludzką egzystencją latem! Przygotowałam dla Was kilka prac i muszę wytłumaczyć "niewtajemniczonym" kilka spraw dotyczących pewnej serii książek, którą się zainspirowałam do nabazgrolenia nowych rysunków.
    Seria "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy", a następnie jej kontynuacja "Olimpijscy Herosi", opisuje losy dzieci bogów greckich (a także tych rzymskich) i śmiertelników żyjących w XXI wieku. Tak samo, jak w starożytności, ich zadaniem jest walka z potworami oraz uchronienie się przed śmiercią z ich rąk (lub szponów, jak kto woli).
    Krótko opisałam jeden z moich ulubionych zbiorów książek, ale bardzo, bardzo w skrócie. Wszystkim molom książkowym i nie tylko polecam je do przeczytania, bo wciąga tak, że w końcu czyta się ją po nocy, ku wielkiemu niezadowoleniu rodziców.  Sprawdziłam :)
    Pierwszą postacią, którą postanowiłam narysować, była Runo (nie, nie Bruno), czyli nimfa chmur - inaczej nebulae - pracująca w sklepie z ekologicznymi produktami Iris, bogini tęczy. Nie pytajcie, dlaczego bogini prowadziła sklep - przeczytajcie, a się dowiecie. Żebyście mniej więcej wiedzieli, jak Runo wyglądała, zamieszczam jej opis zaczerpnięty z książki:


   
Przypominała Frankowi małoletnich turystów(...) Była niska i muskularna, miała na sobie długie, sznurowane buty, bojówki za kolana i jaskrawożółtą koszulkę z napisem "Ekologiczna żywność & styl życia". Wyglądała młodo, ale jej kędzierzawe włosy były białe i sterczały na wszystkie strony jak białko wielkiego, sadzonego jajka. Frank starał się sobie przypomnieć język w gębie. Oczy dziewczyny wcale mu w tym nie pomagały. Ich tęczówki zmieniały barwę od szarej, przez czarną, do białej (...) Z jej oczu wystrzeliły błyskawice.
                                                                           
                                                                                                       Rick Riordan, "Olimpijscy Herosi. Syn Neptuna"

    A teraz zobaczycie moje wyobrażenie Runo. Jego wykonanie zajęło mi cały dzień, gdyż od rana do południa tworzyłam szkic, a czas od popołudnia aż do wieczora spędziłam na kolorowaniu, cieniowaniu itp. Gotowi? Oto i nasza Runo:




    Zachowałam także zdjęcie obrazujące portret nimfy po szkicowaniu i kreśleniu konturów. Jego jakość, no cóż, nie zachwyca, ale mam nadzieję, że cokolwiek zobaczycie.

Czemu zrobiłam ją na szaro,

oto jest pytanie.



    Moją "chlubę" zamieściłam na początku, co oznacza, iż przyszła pora na te mniej dopracowane bazgrołki. Szloch, szloch :( Będę je opisywać jak najzwięźlej.
   

        
    Rachel Elizabeth Dare - śmiertelniczka, w skrócie R.E.D, czyli w tłumaczeniu na język polski czerwony lub... rudy. Jak same inicjały wskazują, głowę panny Dare zdobiła kaskada rudych loków. Jej skóra była blada i, jak to zwykle bywa u rudzielców, pokryta mnóstwem piegów. Miała duże, zielone oczy i... To by było na tyle.


    Tak, tak, całkowicie zdaję sobie sprawę z faktu, iż ten uśmiech po pierwsze: daje karykaturalny efekt, a po drugie: bardziej pasuje do Jockera niż do... Percy'ego Jacksona - syna Posejdona, bo to jego chciałam przedstawić. Według opisu Riordana był wysokim, przystojnym (no nie wiem, czy mi wyszedł ^_^) nastolatkiem o czarnych włosach z jednym białym pasemkiem (pozostałością po utrzymywaniu sklepienia niebios w zastępstwie za Atlasa) i intensywnie zielonych oczach. Taaa... Na moim rysunku na pewno :)

Kontury: Kinga Fritz

Wypełnienie i kolory: Mery M.

(celowo przez "e")


    A teraz z serii kolorowanek. Jeszcze podczas trwania roku szkolnego narysowałam Marysi tę postać, a ona pokolorowała ją według moich instrukcji ( Dzięki Mery ^_^ ).  Po dogłębnych oględzinach spostrzegłam, że kobieta mogłaby bez problemu podawać się za Atenę, grecką boginię mądrości. Te szare oczy i kolor włosów - identyczne. Co prawda pan Riordan nie do końca ją opisał w swoich książkach, ale to jest moje wyobrażenie.
    To już koniec na dziś, niestety lub stety. Dla zainteresowanych serią: prawdopodobnie niedługo na stronce pojawią się dalsze rysunki z Oh'a i redrawy tych "mniej dopracowanych" prac o tej tematyce. Ale, aby nie przynudzać, postaram się coś wykombinować - już się nie martwcie. Jeśli któraś z prac Wam się spodobała albo macie jakieś pytania (wszystko jest możliwe), zamieśćcie  komentarz poniżej. Nawet cuda się zdarzają, może przy kolejnym sprawdzaniu wejść spostrzegę jakieś komentarze :) Życzę ochłodzenia temperatur i miłego leniuchowania
~Kinga Fritz

niedziela, 28 czerwca 2015

Prezentowy zawrót głowy

     Dzień dobry, dzień dobry! Właśnie minęło dokładnie dziesięć dni od zamieszczenia na blogu ostatniego posta, więc właśnie nadchodzę z kolejnym. Chwilowo jestem w lekkim niżu psychicznym i nie ukrywam, że zdemotywował mnie bardzo niski wzrost wyświetleń mojej stronki, ale.. no cóż. Trzeba wziąć się w garść i nie patrzeć na przeciwności jakimi raczy nas los. 
     A teraz kolejna bardzo przyjemna informacja: od 1 do 12 lipca jestem na kolonii, i co rozumie się samo przez się, nie będę miała możliwości zamieszczania wpisów. Z pozytywów to to, iż (co prawda miesiąc przed urodzinami) zorganizowałam mały jubileusz ukończenia trzynastu lat i ... otrzymałam fuuuurę wspaniałych prezentów z czego bardzo duża ich część związana była z plastyką. Może to dzięki nim będę miała możliwość szybkiego nadrobienia małych zaległości na blogu? Kto wie? Zwyczajem doświadczonych blogerów, pragnę pochwalić się przed Wami tym, co otrzymałam. Niestety, nie pokażę tych ściśle nie związanych z tematyką artystyczną, ale i tak, podkreślam, że OGROMNIE wszystkie mi się spodobały! A oto i one:


    
     Pierwszy z nich to gładki biały piórnik tuba i markery permanentne do każdej powierzchni niejakiej firmy Sharpie.  Dostałam je od Gabi Toffie, której kiedyś w ciągu zajęć zdążyłam ozdobić calusieńkie mieszkanko dla kredek i widocznie zauważyła, jak bardzo przypadło mi to zajęcie do gustu. Dziękuję :)


     Kolejny podarek dostałam od Oliwki S. (tak, od tej samej Oliwki, o której pisałam w poprzednim poście) i Miguela Z. Oba związane są z malarstwem, wiec zamieszczam je na jednej fotografii.  Michał podarował mi aż dwadzieścia cztery kolory farby tempery, pędzle i paletę, a Oliwia książkę pod tytułem "Malujemy kwiaty" autorstwa Janet Whittle. Wiele osób na imprezie żartowało, że całe wakacje spędzę na malowaniu, rysowaniu i testowaniu sprzętu. I chyba się nie mylili. Dzięki za świetne wyposażenie.


     Prawdopodobnie mogę się już poszczycić posiadaniem małej kolekcji rysunkowej firmy Creadu. Od prawej do lewej strony: szkicownik, mały i duży zestaw do szkicowania. Obydwa zawierają ołówki różnej twardości, gumki chlebowe i zwykłe, a także (w przypadku tego pokaźniejszych rozmiarów) zestawu do sepii i kawałki węgla. Sponsorzy  (^_^) to Gaba Toffie i Sonia S. Jeszcze raz dziękuję.


     Ostatnim z prezentów jest zestaw artystyczny z manekinem od Kuby B. "Bryndola". W jego skład wchodą: mały manekin,  gumka zwykła i chlebowa, sześć kredek akwarelowych, temperówka, dwadzieścia kredek oraz cztery ołówki różnych twardości. Dzięki Kubo! No, teraz to na pewno się nie zanudzę się w wakacje :)
     Z całym moim świeżutkim rynsztunkiem plastycznym jestem gotowa do tworzenia! Liczę na ponowny rozkwit mojego bloga, a także wzrost komentarzy. Co sądzicie  o całym tym sprzęcie? Ja bardzo się cieszę z tego przybytku i już zaczynam ostrzenie ołówków. Życzę Wam miłego początku wakacji i mnóstwa pomysłów na spędzenie wolnego czasu. Do zobaczenia w kolejnym poście.
~Kinga Fritz

czwartek, 18 czerwca 2015

Opowieść o szarym pisaku, czyli o worach pod oczami i psychodelicznym uśmieszku

     Witam serdecznie wszystkich odwiedzających! Zmotywowałam się i po tygodniu odstępu od zamieszczania wpisów powracam bogatsza o nowe doświadczenia, a mianowicie, o bycie posiadaczką bloga o ponad pięciuset wejściach (po dwóch miesiącach). Jak na kilka postów to całkiem niezły wynik - nie sądzicie? Jubileusz to jubileusz, ale to nie na nim miałam się skupić. Więc przejdźmy do rzeczy - oto przybywam z opowieścią o szarym pisaku (tytuł opowieści może i jest dziwny, ale to dzięki niemu opracowałam wraz z koleżanką ciekawą metodę rysowania).
     Pewnego najzwyklejszego dnia w szkole Oliwka i ja usychałyśmy z nudów. Cała godzina wychowawcza stracona na obliczanie zachowania! No co to się nie wydarzyło :) Ale na szczęście po to są brudnopisy i przybory rysownicze, aby uczeń nie zasypiał na lekcji. Oliwka zrobiła mi kolorowankę piórem i natychmiast wzięłam się do roboty. Zawsze, gdy współpracujemy, użyczamy sobie wielu narzędzi i co chwila można usłyszeć: "Mogę pożyczyć ten ciemny zielony? Dzięki. A! I jeszcze tę gumkę!". Zadając mniej więcej takie pytania, wynegocjowałam na całą lekcję świetnie wyposażony piórnik wraz z całą jego zawartością! To w nim znalazłam legendarny szary pisak. Aksamitnie rozmazywał swoim rysikiem narysowane piórem kontury tworząc piękne, atramentowe plamy. Wykorzystałam tę zdolność do utworzenia worów pod oczami u kolorowankowych postaci. Ukończone pisakowe bazgrołki prezentowały się tak:

Kontury: Oliwka S.

Wykończenie: Kinga Fritz


Rysunek i wykończenie: Kinga Fritz

Przybory rysownicze: Oliwka S.


     Ten uśmiech dziewczyny wyżej ukazanej mnie przeraża - jest taki... dziwny, tajemniczy. Taki... odrobinę psychodeliczny. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego wytworzyłam takie mroczne postaci - może przemawiała przeze mnie moja gorsza strona? :)
     Na bazgrołkach powyżej wykorzystałyśmy tylko cztery przybory: piórko o granatowym naboju, ciemnoniebieski, niebieski i szary pisak. To tylko kilka rzeczy, ale za to zabawa murowana (przynajmniej dla mnie i Oliwii). Jeszcze przez kilka dni nasza fascynacja stale się rozwijała, ale potem nastał okres wystawiania ocen i... Koniec. Niby czar prysł, a jednak ponownie poczęłam rozmazywać pióro szarym pisakiem. Tym razem nabój jednak został zmieniony na zielony. A zgadniecie czyje było pióro - oczywiście, że Oliwki :) Bardzo jestem Jej wdzięczna za tę cierpliwość, którą mi okazuje, kiedy pożyczam od niej różne rozmaitości. Dzięki Ci Oliwko, to dzięki Tobie mogłam stworzyć to:



Rysunek i wykończenie: Kinga Fritz

Przybory rysownicze: Oliwka S.



     Z niewiadomych przyczyn, odnoszę wrażenie, iż kobieta przeze mnie narysowana jest Amfitrytą, słynną małżonką Posejdona. Wskazują na to liczne muszle i małże we włosach, a także przypominające je loczki. I jeszcze ta morska zieleń jej oczu! Czy postać powyżej przywodzi Wam kogoś na myśl? Kogo? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach - nawet nie wiecie, jak cieszy mnie każdy z nich.
     Koniec już tych wywodów.  Coraz bardziej wdrażam się w bycie blogerką rysunkową i staram się ograniczać pisemnie. Oceny wystawione, w szkole sielanka i nieliczne zadania domowe - pozostało nam, uczniom, tylko oczekiwać na WAKACJE! To w ich czasie (mam nadzieję) będę mogła się wyżyć artystycznie, oczekujcie więc coraz częstszych postów! Życzę Wam spokojnego schyłku roku szkolnego i, oczywiście, miłego weekendu. Do zobaczenia wkrótce.
~Kinga Fritz


czwartek, 11 czerwca 2015

Powrót do przeszłości, o diable i kudłaczu

    Witajcie moi czytelnicy! Oto przychodzę z kolejnym już postem. Wiele się wydarzyło w ubiegłym tygodniu, ale jeszcze więcej w mojej przeszłości. To właśnie z niej zaprezentuję dzisiaj rysunki - i te świeże i "nieświeże" :)
     Ostatnio, gdy poszłam w odwiedziny do kuzynki natychmiast zaczęłyśmy tak zwane babskie pogaduchy - przecież nie widziałyśmy się AŻ miesiąc. To szmat czasu! Było wiele tematów do omówienia w tym: oceny, poziom trudności w gimnazjum, a także... Mój blog. "Zamieszczasz na nim rysunki, co nie?" - Monika nie musiała się długo zastanawiać. To powszechnie znana oczywistość, iż uwielbiam rysować. Moje zdziwienie było wielkie, kiedy nagle wyjęła z komody wypakowaną czymś teczkę. Tym czymś, okazały się być bazgrołki z lat dziecięcych mojego kuzynostwa! Każdy opatrzony był karteczką z napisem np. Monika 2008, albo  Krzysiek 2006. Ale to nie koniec dziwów. Moje zaskoczenie wzrosło jeszcze bardziej, gdy spostrzegłam, co mi wręcza. Kartka była podpisana z tyłu i to (tak!) - Kinga Fritz 2007! Na pewno nie zgadniecie, co narysowałam w wieku pięciu lat (albo zgadniecie, bo napisałam w tytule). Był toooo....


    Diabełek! Może nie jest arcydziełem, ale i tak przypadł mi do gustu. Co dziwne, pięcioletnia Kingusia przywiązywała wagę do poszczególnych elementów obrazka np. kołnierza-kryzy, rzęs, brwi czy nosa. No bo w końcu nie bez sensu mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach, he, he (taki suchar związany z postacią). Komu się podoba? Bo mnie tak!
     A teraz komunikat: UWAGA! UWAGA! Prosimy Państwa o mocne trzymanie się krzeseł, ponieważ już za kilka sekund wehikuł czasu projektu Kingi Fritz wystartuje z niewyobrażalną prędkością do roku 2014! Wszyscy gotowi? W takim razie startujemy!
      Widocznie nie tylko moja kuzynka postanowiła mnie zaskoczyć - także moja koleżanka Maja J. pokazała mi pewien ciekawy bohomaz. "Widzisz, to z zeszłego roku. - Jorge (Jej pseudo-nim) wręczyła mi kartkę w linię, a na niej... Głęboko zamyśloną, długowłosą dziewczynkę i... kudłate litery?!

 

For Maya "George" from

Kinga Fritz KF

 
      Wszystkie moje koleżanki ze Szkoły Językowej, co jakiś czas są nimi lawinowo obdarowywane, a Mai wytworzyłam akurat ten, dość..., ciekawy.  Ale, tak, tak, nie zapominajmy, że to rysunek z zeszłego roku. Sądzę, iż moje techniki rysunku radykalnie się zmieniły. Dowód - ja także postanowiłam zrobić George'owi niespodziankę, pożyczyłam bazgrołka i ... Stworzyłam nową wersję z 2015 roku. A oto i ona:




       Szklące oczy sarenki, błyszczące włosy i zarumieniona cera. Jedno jest pewne - teraz rysuję w o wiele bardziej realistycznym stylu i nie wiem, czy nie w lepszym. Mam wielką nadzieję, że Majce się spodoba, a Wam? Co sądzicie o idei tworzenia nowych wersji starszych rysunków? Napiszcie w komentarzach.
        To już wszystko na dziś. Wielce cieszy mnie fakt, że byłam treściwa (w moim przekonaniu), nie to, co w pierwszych postach. Już niedługo moja stronka rozwinie skrzydła i posty będą pojawiały się częściej, o ile będę miała wenę. Pozdrawiam i życzę końcówki tygodnia z uśmiechem na twarzy
~Kinga Fritz

piątek, 5 czerwca 2015

Niedobór papieru i uciążliwy katar

      Witajcie. Być może jesteście ciekawi, co spowodowało moją nieobecność, więc już się tłumaczę :) Po wielogodzinnym przebywaniu poza domem na wietrze musiałam, oczywiście, się przeziębić. Z gorączką i chusteczkami do nosa pod ręką przeleżałam dwa dni, a następnie poszłam do szkoły siąkając wniebogłosy. Wyglądałam mniej więcej tak:



        Nie licząc tych szmatek pozawiązywanych artystycznie na szyi i głowie, a także przetłuszczonych włosów, moją twarz pokrywały takie same wypieki. Nawet zakatarzony nos i zaczerwienione oczy wystające spod kołdry upodabniały mnie do dziewczynki na obrazku, siąk, siąk.
      Teraz już zdrowa, zanudzam się potwornie bez ani jednej kartki papieru i nawet kredek czy jakiegokolwiek ołówka (!). Zawsze mogę coś jeszcze potworzyć w super profesjonalnym Paincie, ale jednak to nie jest "to". Na szczęście pozostały mi jeszcze cała masa książek, które ja, mól książkowy pożeram natychmiastowo, a także wycieczki w góry :)  Może to jednak dobrze, że jestem na takim rysunkowym "odwyku" - kto wie? A jak Wy sądzicie? Po raz kolejny przypominam, iż pod każdym postem macie możliwość zamieszczenia komentarza. Na razie są one rzadkością, więc może to zmienimy?
      Na sam koniec tego króciusieńkiego wpisu, pragnę Wam życzyć miłego początku czerwca. Nareszcie nadszedł ten piękny czas, kiedy w powietrzu można wyczuć nutę zbliżających się coraz to szybciej wakacji. Cudownie :)
~Kinga Fritz


niedziela, 24 maja 2015

Bazgrołki na ocenę

     Witam. Nie było mnie na blogu prawie przez tydzień (!) i muszę jak najprędzej nadrobić zaległości. Nieobecność spowodowana była zniechęceniem do całego przedsięwzięcia jakim jest dokumentowanie swoich prac i opisywanie ich, ale spostrzegłszy, że mam ponad 190 wyświetleń, jakoś się zmotywowałam i oto umieszczam kolejny (mam nadzieję, iż wyczekiwany) post.  Zawsze w życiu człowieka jest taki moment, w którym jest zmuszany do robienia czegoś, na co nie zawsze ma ochotę - czasami to zadanie domowe, innym razem praca plastyczna. Ja jednak, aby nie użalać się nad męczącym życiem ucznia, zamieszczam te rysunki, przy których nawet się nie zmęczyłam, a otrzymałam duuużo satysfakcji i zadowolenia z siebie. Trzymajcie się krzeseł, bo ta lawina obrazków może Was przytłoczyć:)
    Na lekcji plastyki dostaliśmy do przeczytania, taki oto wierszyk:

 "Moje oczy są jak dwa dołki, w których rośnie zielona trawa.
  Moje usta są jak czereśnie.
  Mój nos jest jak pochyła droga.
  Moje włosy są jak brązowe jak drzewo długie do ziemi,
  Moje ramiona obrastają w kwiaty, siadają na nich motyle.
  Moje dłonie są jak odnóża ośmiornicy otoczone listkami.
  Moje ciało jest zielone."
  
   Moją pierwszą reakcją była głośna salwa śmiechu - mamy stworzyć jakąś zieloną ośmiornicę mutanta porośniętą kwiatkami z dołkami pełnymi ziemi zamiast oczu??? Posiedziałam bez ruchu chichocząc jeszcze dobre kilka minut zanim zabrałam się do pracy. Niestety, nie zdołałam skończyć rysunku w szkole i zmuszona byłam dokończyć go w domu jak wszystkie pozostałe... Ech. Ale przynajmniej efekt (wydaje mi się) godny kilku godzin pracy - a jak Wy sądzicie?
 
   
    A teraz punkt programu - mój młodszy brat, Bruno, także miał za zadanie narysować postać przedstawioną w wierszu. Mnie bardzo podoba się jego praca, a w szczególności te kwiatki pod pachami naszej zielonej kreatury, hi, hi.
 
 
      Ostatnio na plastyce przerabiamy wiele inspirujących tematów - jednym z nich było ukazanie po dwóch stronach kartki A4 uczuć negatywnych, a także tych pozytywnych. Oczywiście zaczęłam od tych pierwszych, było mi jakoś łatwiej. Postanowiłam używać mocnych i stanowczych linii powstałych od silnego przyciskania ołówka do kartki, tak jak wtedy, gdy jestem wściekła, smutna lub zdesperowana. Nie miałam pomysłu na wypełnienie całej połówki strony, więc spytałam Panią o to, czy nie mogłabym skrócić jej o 1/3. Udało się. Pod koniec lekcji praca była gotowa - a tak właściwie, to jej połowa.
 
   


   
        Po ukończeniu spostrzegłam, że "dzieło" ma głębsze znaczenie niż początkowo mi się wydawało - każdy przedmiot, czy osoba na nim przedstawiona jest metaforą. Chłopak z uniesionymi jak płomień włosami to ogień gniewu, dlatego tuż za nim z nozdrzy wściekłej postaci bucha dym. Jeśli lepiej się przyjrzycie, zauważycie, iż brwi tego mężczyzny powstały z błyskawic. Wielkooki pan z tyłu, ze zmarszczonym czołem roni łzy gniewu oraz bezsilności, a pękająca obok maska, ukazuje ludzką fałszywość lub maskę tajemnicy (zależy, jak kto na to spojrzy). Miecz zbrukany krwią symbolizuje jej przelew podczas wojen, spowodowanych właśnie tą bezsensowną złością i niezgodą. To samo z pistoletem poniżej. Maska Makbeta - rozpacz, jezioro krwi i dynamit - walka, noc - morderstwo, milczący rycerz - tajemnica, pękająca lina - zerwane więzy ludzkie, płaszcz - osłona kłamstwa.  Kość (kość niezgody lub jabłko niezgody) rzucone przez Eris - Discordię, boginię, którą przedstawiłam z elfimi uszami (więcej informacji o Eris znajdziecie tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Eris). Ileż to ukrytych znaczeń skrywała mój niepozorny karteluszek? Nadal nie mogę wyjść z podziwu, że stworzyłam coś takiego...
      Ale to była dopiero połowa:( Nie byłabym sobą, gdybym nie kończyła pracy w domu i tak samo było tym razem. Pozytywne uczucia postanowiłam przedstawić w żywych kolorach, delikatnie prowadząc linie. Całość miała prezentować się harmonijnie i być przeciwieństwem drugiej strony.Ta połówka nie skrywa w sobie ani krzty tajemniczości, niestety.



     
      Na szczęście na lekcjach języka polskiego, także możemy pokazać swoją kreatywność - po omówieniu wiersza Adama Mickiewicza "Pani Twardowska" polonistka zleciła nam zrobienie komiksu na podstawie tej znanej ballady. Moją głowę wypełnił cały ogrom pomysłów na to, co mogłabym narysować, ale w końcu, po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw, zdecydowałam się na wersję, którą zamieszczam poniżej. Aby wszystkie dymki były czytelne, są też zbliżenia na poszczególne okienka komiksu, więc mam nadzieję, że nie będzie żadnych trudności z przeczytaniem.









       To już wszystko na dziś. Tym razem zamiast brulionowych bazgrołków, bazgrołki na ocenę:) Mam nadzieję, że ucieszyła Was taka miła odmiana. Jeśli tak, zostawcie komentarz poniżej. Życzę miłej końcówki weekendu i.. Żegnam.
~Kinga Fritz

poniedziałek, 18 maja 2015

Biała Czarnoskóra oraz wirtualna krwiopijczyni

    Witajcie! Oto po tygodniu rozłąki, znowu zamieszczam już trzeci (tak, TRZECI!) post. Co to się w ciągu tych kilku dni nie wydarzyło - góry pracy domowej, a na dokładkę... Konkursy! Właściwie nie miałam zbyt wiele czasu na twórcze wyżycie, ale jednak, ku mojemu zdziwieniu, coś nabazgroliłam.
Jeżeli jesteście dostatecznie rzetelnymi czytelnikami, na pewno spostrzegliście tytuł i domyślacie się, co może zawierać plik, który ujrzycie poniżej. Tak, to nic innego jak... Biała czarnoskóra, czyli mieszkanka z Afryki, która zbielała na skutek przeniesienia do Polski:) No sorry, ale taki mamy klimat. Wcześniej biała Indianka, a teraz to - poddaję się.

 





       Cała historia powstania tego bazgrołka nie jest zbytnio skomplikowana - koleżanka podarowała mi papier kredowy i ogarnęła mnie euforia. Taki aksamitny i gładziutki, no takiej okazji to nie można bezmyślnie zmarnować! Natychmiast wzięłam się za szkicowanie. Dostałam jakiejś nagłej weny i w kilka minut narodziła się dziewczynka przedstawiona powyżej. Ot taka najzwyczajniejsza w świecie historia.


     Jeśli podoba wam się efekt kolorystyczny, który zastosowałam na cerze dziewczyny, udowodnijcie mi dlaczego. Obawiam się, że odrobinę przesadziłam i rezultat jest dosyć... Rzekłabym karykaturalny. Przez jej ramię mam ochotę chwilowo oślepnąć - wygląda, jakby spaliła się na słońcu i jej ciało pokryły obrzydliwe plamy po opalaniu. Blee! Mam nadzieję, iż efekt końcowy złagodzi moje uprzedzenia co do tej pracy. Na razie nie chce mi się jej kończyć:( Ale koniec tych fochów i grymasów - może i ta ciemna karnacja nie wpłynęła mi na korzyść, ale przynajmniej kolejne "dzieło" jest tak blade, że już nic nie może mu zaszkodzić:)



Zbladła napotykając Wasz

śmiertelny wzrok...



      Vampirella, Vampiretta, Vampiritta czy Vampiria... Nadal nie mogę się zdecydować jak nazwać tą nadnaturalną postać powstałą na mym tablecie. Otacza ją jakaś nieprzenikniona mgła tejmnicy - czy kiedykolwiek zdołam odkryć, co kryje głębia jej burgundowych oczu? Ach, jakież to poetyckie. Wprost omdlewający wyraz twarzy, blada cera i krwiopijczy instynkt - no któż nie wielbi tej wampirzycy wampa? (Przepraszam za tą nudną i zbędną dygresję)
      Jesteśmy już na półmetku, jaka ogromna szkoda! Nie chcę powtarzać błędu z mojego początkowego wpisu i staram się już nie zanudzać Was przydługimi tekstami. Mam nadzieję, iż spodobał się Wam mój post i go w te pędy skomentujecie. Jeśli coś Ci się spodobało - napisz co sądzisz! To nic nie kosztuje, a możesz kogoś uszczęśliwić (czytaj: mnie). Po sezonie konkursowym, który zwykłam nazywać "pokonkursiem", aktywność na moim blogu znacznie się zwiększy! Oczekujcie na posty przynajmniej raz w tygodniu. Coś nie mogę się treściwie pożegnać, więc mam obowiązek szybko to zakończyć - żegnam i czekam na Wasze opinie zamieszczone poniżej. Pa!
~Kinga Fritz