wtorek, 28 lipca 2015

Plony szkolnego szperacza + jeszcze coś

    Dzień dobry! Co za wstyd! Trochę głupio jest mi oznajmić, że w tym miesiącu zamieściłam na blogu TYLKO JEDEN post, ale aby jak najszybciej pozbyć się nękających mnie wyrzutów sumienia, wygodnie usadawiam się przy biurku i rozpoczynam pracę... Klik, klik.
    Zazwyczaj w wakacje mam dosyć sporo czasu na wszystko: grę na komputerze, bazgrolenie, wyjście na spacer, jazdę na rowerze itp. Takich czynności jest całe multum, więc nie będę Was nękać ich wymienianiem.  Ale przejdźmy do rzeczy - zawsze któraś z nich mnie tak zaabsorbuje, iż coś mi umyka.
    Dzisiaj wzięłam się do pracy i zaczęłam szukać. Trooszkę cały proces trwał, ale misja się powiodła i pod stertą najrozmaitszych szpargałów wyszperałam kilka rysunków jeszcze z szóstej klasy. Ciekawi?



        Ten, nazwałabym go: "Raritypodobny", kucyk powstał w ciągu jednej baaardzo nudnej lekcji. Jest żywym (no, może żywym inaczej) przykładem na to, że nawet jeśli nie umie się czegoś nabazgrolić, nie jest to sygnałem do zniechęcenia. Chociaż niezbyt realistyczny, mnie się podoba, bo ma w sobie "to coś".

O ileż to bazgrołków można się wzbogacić

 dzięki jednej nudnej lekcji...

    Po dogłębnych oględzinach spostrzegłam, że wiele moich wytworzonych w ciągu lekcji rysunków ma tematykę związaną z czterema żywiołami. Dowody?




    Na przykład ONA - uosobienie żywiołu ziemi. Otoczona przez zielonkawy nimb piękność o zdrowej, zarumienionej cerze okalanej przez liczne rośliny. W jej oczach nadal tkwi ten nieodgadniony wyraz...



       Sama Matka Natura postanowiła odwiedzić moją stronkę. Bujna kwiatowo-roślinna czupryna przysłania prawie całkowicie jej oblicze, ale nadal dostatecznie widoczne pozostaje jej nie przesadzone piękno: długie, ale nie tuszowane rzęsy, mocno zaznaczone krzaczaste brwi, a także ledwo widoczne worki pod oczami. Po co się ulepszać? Może czasami warto uwierzyć w siebie... Hm...




    A teraz nadszedł czas na moją ulubienicę - ognistą dziewczynę, córkę smoka. Lekko skośne oczy, opuchlizny pod oczami, proste czarne jak heban włosy i... ten duch walki w jej zaciętym wzroku. Brr, aż dreszcz mnie przeszedł. Nie chciałabym z nią zadzierać.

    Od około trzech lat mogę poszczycić się posiadaniem własnej parafki. Jak zresztą pewnie nie omieszkaliście zauważyć, umieszczam ją na każdym wytworzonym esie-floresie. Miałam więc ułatwione zadanie na pewnej lekcji plastyki, kiedy to nauczycielka oznajmiła, że w ciągu lekcji musimy wykonać własne logo.  Podczas gdy zazwyczaj praca przeciąga się tak, że w końcu wykonuję ją w domu, ta powstała już w dwa kwadranse. A oto ona:




    Kiedy pytałam kolegów z klasy, czy coś zauważają, patrząc na obrazek, jednogłośnie odpowiadali, że nie. Czy naprawdę przybory plastyczne w nic się nie układają? Jesteście pewni? A może jednak? Na przykład w jakieś litery albo moje inicjały...
    Łezka się w oku kręci, kiedy patrzę na mój pierwszy obrazek z szóstej klasy. Moim zadaniem było umieszczenie w ramkach najtrwalej zapisanych w pamięci wydarzeń z wakacji. Idea bardzo mi przypadła do gustu, może i w tym roku spróbuję? Kto wie.



    Wszystkie kadry porozrzucane spoczywają na stole z jasnego drewna. Pierwsze zdjęcie przedstawia widok na Pieniny, który mogłam podziwiać w zeszłym roku przez okna Willi Alexia (pomarańczowego hotelu powyżej). Są także książki, których przeczytałam całe mnóstwo (jak zresztą i w tym roku) oraz Bob, bo tak nazwaliśmy niezwykle przyjacielsko usposobionego ulicznika na osiedlu mojej Babci, którego później odnaleźli jego właściciele... A wszystko to wydarzyło się w zeszłym roku, kiedy jeszcze miałam dwanaście lat, no a dziś mam dokładnie trzynaście - jak ten czas szybko leci :)

    Jak pewnie zauważyliście, tytuł posta brzmiał: "Plony szkolnego szperacza + jeszcze coś". Ponieważ rysunki - wyniki moich poszukiwań już zobaczyliście, przyszedł czas na owo tajemnicze "jeszcze coś". A to "coś" to, UWAGA, UWAGA...

Napis rozpływa się z powodu niekorzystnych dla 

jego formuły czynników pogodowych :)



   A tak właściwie, jak nazywa to moja Mama zapalona hafciarka: "candy". Ponieważ moja stronka zbliża się już do chlubnego 1000 (tak, już TYSIĄCA!!!)
wejść, postanowiłam jakoś to ważne wydarzenie uczcić. Zaznajomię więc Was z zasadami udziału w tym tyciusieńkim rozdaniu. Konkursik nie będzie quizem albo odpowiadaniem na zadane pytania. Nazwałabym go raczej losowaniem. Wygrana będzie jedynie sprawą przypadku, bo całe przedsięwzięcie polega na
łapaniu licznika. Po każdych odwiedzinach na moim blogu zerkaj na licznik, bo jeśli jesteś tysięcznym odwiedzającym, wygrałeś! Zrób screena (przycisk w prawym górnym rogu klawiatury, czyli Print Screen SysRq) i wklej go do Painta, albo zrob zdjęcie, po czym wyślij na mój adres mailowy: kinga.bazgrolki@gmail.com
Nagrodą będzie wykonany przeze mnie bazgrołek specjalnie na zamówienie zwycięzcy.
Serdecznie zapraszam do udziału w akcji!

Oczywiście, nie ma wykrętów typu: wchodzę na stronkę po kilkadziesiąt razy i nagrodę mam w kieszeni, o nie! Proszę, grajcie fair, chociaż dla poczucia sprawiedliwości.
    To już koniec mojego wypisywania się w poście. Akurat tak się złożyło, że mam dziś urodziny, a poza tym zbliżam się do tysiąca wejść, więc oprócz tego, że już otrzymałam moje prezenty (dzięki Wam rodzinko i ekipo z przyjęcia ^_^), możesz dostać jakiś także Ty. Jeśli akcja przypadła Ci do gustu, skomentuj! Będzie mi bardzo miło. Ja nie gryzę (no przynajmniej przez ekran komputera nie mam możliwości ^_^).
Pozdrawiam i życzę szczęścia w łapaniu licznika 
~Kinga Fritz

 
 












czwartek, 23 lipca 2015

Ochy i achy nad OH'em, o manii czytania

    Witajcie! Za oknem pięćdziesięciostopniowe upały, a plamy promieni słońca padające na łóżko budzą o znacznie wcześniejszej godzinie, więc nie mam już "wymówki", aby nie pojawiać się na blogu. Oczywiście, żartowałam, ale nie z skwarem w moim mieście, tylko z wymówką. Cały ten gorąc tak wykańcza mnie fizycznie i twórczo, iż musiałam całkowicie się pozbierać, zanim przystąpiłam do tworzenia, wyszperywania bazgrołków i (co dziwne) samego pisania, które to nigdy, ale to nigdy mnie nie męczyło.  Ale koniec tego użalania się nad ludzką egzystencją latem! Przygotowałam dla Was kilka prac i muszę wytłumaczyć "niewtajemniczonym" kilka spraw dotyczących pewnej serii książek, którą się zainspirowałam do nabazgrolenia nowych rysunków.
    Seria "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy", a następnie jej kontynuacja "Olimpijscy Herosi", opisuje losy dzieci bogów greckich (a także tych rzymskich) i śmiertelników żyjących w XXI wieku. Tak samo, jak w starożytności, ich zadaniem jest walka z potworami oraz uchronienie się przed śmiercią z ich rąk (lub szponów, jak kto woli).
    Krótko opisałam jeden z moich ulubionych zbiorów książek, ale bardzo, bardzo w skrócie. Wszystkim molom książkowym i nie tylko polecam je do przeczytania, bo wciąga tak, że w końcu czyta się ją po nocy, ku wielkiemu niezadowoleniu rodziców.  Sprawdziłam :)
    Pierwszą postacią, którą postanowiłam narysować, była Runo (nie, nie Bruno), czyli nimfa chmur - inaczej nebulae - pracująca w sklepie z ekologicznymi produktami Iris, bogini tęczy. Nie pytajcie, dlaczego bogini prowadziła sklep - przeczytajcie, a się dowiecie. Żebyście mniej więcej wiedzieli, jak Runo wyglądała, zamieszczam jej opis zaczerpnięty z książki:


   
Przypominała Frankowi małoletnich turystów(...) Była niska i muskularna, miała na sobie długie, sznurowane buty, bojówki za kolana i jaskrawożółtą koszulkę z napisem "Ekologiczna żywność & styl życia". Wyglądała młodo, ale jej kędzierzawe włosy były białe i sterczały na wszystkie strony jak białko wielkiego, sadzonego jajka. Frank starał się sobie przypomnieć język w gębie. Oczy dziewczyny wcale mu w tym nie pomagały. Ich tęczówki zmieniały barwę od szarej, przez czarną, do białej (...) Z jej oczu wystrzeliły błyskawice.
                                                                           
                                                                                                       Rick Riordan, "Olimpijscy Herosi. Syn Neptuna"

    A teraz zobaczycie moje wyobrażenie Runo. Jego wykonanie zajęło mi cały dzień, gdyż od rana do południa tworzyłam szkic, a czas od popołudnia aż do wieczora spędziłam na kolorowaniu, cieniowaniu itp. Gotowi? Oto i nasza Runo:




    Zachowałam także zdjęcie obrazujące portret nimfy po szkicowaniu i kreśleniu konturów. Jego jakość, no cóż, nie zachwyca, ale mam nadzieję, że cokolwiek zobaczycie.

Czemu zrobiłam ją na szaro,

oto jest pytanie.



    Moją "chlubę" zamieściłam na początku, co oznacza, iż przyszła pora na te mniej dopracowane bazgrołki. Szloch, szloch :( Będę je opisywać jak najzwięźlej.
   

        
    Rachel Elizabeth Dare - śmiertelniczka, w skrócie R.E.D, czyli w tłumaczeniu na język polski czerwony lub... rudy. Jak same inicjały wskazują, głowę panny Dare zdobiła kaskada rudych loków. Jej skóra była blada i, jak to zwykle bywa u rudzielców, pokryta mnóstwem piegów. Miała duże, zielone oczy i... To by było na tyle.


    Tak, tak, całkowicie zdaję sobie sprawę z faktu, iż ten uśmiech po pierwsze: daje karykaturalny efekt, a po drugie: bardziej pasuje do Jockera niż do... Percy'ego Jacksona - syna Posejdona, bo to jego chciałam przedstawić. Według opisu Riordana był wysokim, przystojnym (no nie wiem, czy mi wyszedł ^_^) nastolatkiem o czarnych włosach z jednym białym pasemkiem (pozostałością po utrzymywaniu sklepienia niebios w zastępstwie za Atlasa) i intensywnie zielonych oczach. Taaa... Na moim rysunku na pewno :)

Kontury: Kinga Fritz

Wypełnienie i kolory: Mery M.

(celowo przez "e")


    A teraz z serii kolorowanek. Jeszcze podczas trwania roku szkolnego narysowałam Marysi tę postać, a ona pokolorowała ją według moich instrukcji ( Dzięki Mery ^_^ ).  Po dogłębnych oględzinach spostrzegłam, że kobieta mogłaby bez problemu podawać się za Atenę, grecką boginię mądrości. Te szare oczy i kolor włosów - identyczne. Co prawda pan Riordan nie do końca ją opisał w swoich książkach, ale to jest moje wyobrażenie.
    To już koniec na dziś, niestety lub stety. Dla zainteresowanych serią: prawdopodobnie niedługo na stronce pojawią się dalsze rysunki z Oh'a i redrawy tych "mniej dopracowanych" prac o tej tematyce. Ale, aby nie przynudzać, postaram się coś wykombinować - już się nie martwcie. Jeśli któraś z prac Wam się spodobała albo macie jakieś pytania (wszystko jest możliwe), zamieśćcie  komentarz poniżej. Nawet cuda się zdarzają, może przy kolejnym sprawdzaniu wejść spostrzegę jakieś komentarze :) Życzę ochłodzenia temperatur i miłego leniuchowania
~Kinga Fritz