Dzień dobry, dzień dobry! Właśnie minęło dokładnie dziesięć dni od zamieszczenia na blogu ostatniego posta, więc właśnie nadchodzę z kolejnym. Chwilowo jestem w lekkim niżu psychicznym i nie ukrywam, że zdemotywował mnie bardzo niski wzrost wyświetleń mojej stronki, ale.. no cóż. Trzeba wziąć się w garść i nie patrzeć na przeciwności jakimi raczy nas los.
A teraz kolejna bardzo przyjemna informacja: od 1 do 12 lipca jestem na kolonii, i co rozumie się samo przez się, nie będę miała możliwości zamieszczania wpisów. Z pozytywów to to, iż (co prawda miesiąc przed urodzinami) zorganizowałam mały jubileusz ukończenia trzynastu lat i ... otrzymałam fuuuurę wspaniałych prezentów z czego bardzo duża ich część związana była z plastyką. Może to dzięki nim będę miała możliwość szybkiego nadrobienia małych zaległości na blogu? Kto wie? Zwyczajem doświadczonych blogerów, pragnę pochwalić się przed Wami tym, co otrzymałam. Niestety, nie pokażę tych ściśle nie związanych z tematyką artystyczną, ale i tak, podkreślam, że OGROMNIE wszystkie mi się spodobały! A oto i one:
Pierwszy z nich to gładki biały piórnik tuba i markery permanentne do każdej powierzchni niejakiej firmy Sharpie. Dostałam je od Gabi Toffie, której kiedyś w ciągu zajęć zdążyłam ozdobić calusieńkie mieszkanko dla kredek i widocznie zauważyła, jak bardzo przypadło mi to zajęcie do gustu. Dziękuję :)
Kolejny podarek dostałam od Oliwki S. (tak, od tej samej Oliwki, o której pisałam w poprzednim poście) i Miguela Z. Oba związane są z malarstwem, wiec zamieszczam je na jednej fotografii. Michał podarował mi aż dwadzieścia cztery kolory farby tempery, pędzle i paletę, a Oliwia książkę pod tytułem "Malujemy kwiaty" autorstwa Janet Whittle. Wiele osób na imprezie żartowało, że całe wakacje spędzę na malowaniu, rysowaniu i testowaniu sprzętu. I chyba się nie mylili. Dzięki za świetne wyposażenie.
Prawdopodobnie mogę się już poszczycić posiadaniem małej kolekcji rysunkowej firmy Creadu. Od prawej do lewej strony: szkicownik, mały i duży zestaw do szkicowania. Obydwa zawierają ołówki różnej twardości, gumki chlebowe i zwykłe, a także (w przypadku tego pokaźniejszych rozmiarów) zestawu do sepii i kawałki węgla. Sponsorzy (^_^) to Gaba Toffie i Sonia S. Jeszcze raz dziękuję.
Ostatnim z prezentów jest zestaw artystyczny z manekinem od Kuby B. "Bryndola". W jego skład wchodą: mały manekin, gumka zwykła i chlebowa, sześć kredek akwarelowych, temperówka, dwadzieścia kredek oraz cztery ołówki różnych twardości. Dzięki Kubo! No, teraz to na pewno się nie zanudzę się w wakacje :)
Z całym moim świeżutkim rynsztunkiem plastycznym jestem gotowa do tworzenia! Liczę na ponowny rozkwit mojego bloga, a także wzrost komentarzy. Co sądzicie o całym tym sprzęcie? Ja bardzo się cieszę z tego przybytku i już zaczynam ostrzenie ołówków. Życzę Wam miłego początku wakacji i mnóstwa pomysłów na spędzenie wolnego czasu. Do zobaczenia w kolejnym poście.
~Kinga Fritz
niedziela, 28 czerwca 2015
czwartek, 18 czerwca 2015
Opowieść o szarym pisaku, czyli o worach pod oczami i psychodelicznym uśmieszku
Witam serdecznie wszystkich odwiedzających! Zmotywowałam się i po tygodniu odstępu od zamieszczania wpisów powracam bogatsza o nowe doświadczenia, a mianowicie, o bycie posiadaczką bloga o ponad pięciuset wejściach (po dwóch miesiącach). Jak na kilka postów to całkiem niezły wynik - nie sądzicie? Jubileusz to jubileusz, ale to nie na nim miałam się skupić. Więc przejdźmy do rzeczy - oto przybywam z opowieścią o szarym pisaku (tytuł opowieści może i jest dziwny, ale to dzięki niemu opracowałam wraz z koleżanką ciekawą metodę rysowania).
Pewnego najzwyklejszego dnia w szkole Oliwka i ja usychałyśmy z nudów. Cała godzina wychowawcza stracona na obliczanie zachowania! No co to się nie wydarzyło :) Ale na szczęście po to są brudnopisy i przybory rysownicze, aby uczeń nie zasypiał na lekcji. Oliwka zrobiła mi kolorowankę piórem i natychmiast wzięłam się do roboty. Zawsze, gdy współpracujemy, użyczamy sobie wielu narzędzi i co chwila można usłyszeć: "Mogę pożyczyć ten ciemny zielony? Dzięki. A! I jeszcze tę gumkę!". Zadając mniej więcej takie pytania, wynegocjowałam na całą lekcję świetnie wyposażony piórnik wraz z całą jego zawartością! To w nim znalazłam legendarny szary pisak. Aksamitnie rozmazywał swoim rysikiem narysowane piórem kontury tworząc piękne, atramentowe plamy. Wykorzystałam tę zdolność do utworzenia worów pod oczami u kolorowankowych postaci. Ukończone pisakowe bazgrołki prezentowały się tak:
Ten uśmiech dziewczyny wyżej ukazanej mnie przeraża - jest taki... dziwny, tajemniczy. Taki... odrobinę psychodeliczny. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego wytworzyłam takie mroczne postaci - może przemawiała przeze mnie moja gorsza strona? :)
Na bazgrołkach powyżej wykorzystałyśmy tylko cztery przybory: piórko o granatowym naboju, ciemnoniebieski, niebieski i szary pisak. To tylko kilka rzeczy, ale za to zabawa murowana (przynajmniej dla mnie i Oliwii). Jeszcze przez kilka dni nasza fascynacja stale się rozwijała, ale potem nastał okres wystawiania ocen i... Koniec. Niby czar prysł, a jednak ponownie poczęłam rozmazywać pióro szarym pisakiem. Tym razem nabój jednak został zmieniony na zielony. A zgadniecie czyje było pióro - oczywiście, że Oliwki :) Bardzo jestem Jej wdzięczna za tę cierpliwość, którą mi okazuje, kiedy pożyczam od niej różne rozmaitości. Dzięki Ci Oliwko, to dzięki Tobie mogłam stworzyć to:
Z niewiadomych przyczyn, odnoszę wrażenie, iż kobieta przeze mnie narysowana jest Amfitrytą, słynną małżonką Posejdona. Wskazują na to liczne muszle i małże we włosach, a także przypominające je loczki. I jeszcze ta morska zieleń jej oczu! Czy postać powyżej przywodzi Wam kogoś na myśl? Kogo? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach - nawet nie wiecie, jak cieszy mnie każdy z nich.
Koniec już tych wywodów. Coraz bardziej wdrażam się w bycie blogerką rysunkową i staram się ograniczać pisemnie. Oceny wystawione, w szkole sielanka i nieliczne zadania domowe - pozostało nam, uczniom, tylko oczekiwać na WAKACJE! To w ich czasie (mam nadzieję) będę mogła się wyżyć artystycznie, oczekujcie więc coraz częstszych postów! Życzę Wam spokojnego schyłku roku szkolnego i, oczywiście, miłego weekendu. Do zobaczenia wkrótce.
~Kinga Fritz
Pewnego najzwyklejszego dnia w szkole Oliwka i ja usychałyśmy z nudów. Cała godzina wychowawcza stracona na obliczanie zachowania! No co to się nie wydarzyło :) Ale na szczęście po to są brudnopisy i przybory rysownicze, aby uczeń nie zasypiał na lekcji. Oliwka zrobiła mi kolorowankę piórem i natychmiast wzięłam się do roboty. Zawsze, gdy współpracujemy, użyczamy sobie wielu narzędzi i co chwila można usłyszeć: "Mogę pożyczyć ten ciemny zielony? Dzięki. A! I jeszcze tę gumkę!". Zadając mniej więcej takie pytania, wynegocjowałam na całą lekcję świetnie wyposażony piórnik wraz z całą jego zawartością! To w nim znalazłam legendarny szary pisak. Aksamitnie rozmazywał swoim rysikiem narysowane piórem kontury tworząc piękne, atramentowe plamy. Wykorzystałam tę zdolność do utworzenia worów pod oczami u kolorowankowych postaci. Ukończone pisakowe bazgrołki prezentowały się tak:
![]() |
Kontury: Oliwka S.Wykończenie: Kinga Fritz |
Rysunek i wykończenie: Kinga FritzPrzybory rysownicze: Oliwka S. |
Ten uśmiech dziewczyny wyżej ukazanej mnie przeraża - jest taki... dziwny, tajemniczy. Taki... odrobinę psychodeliczny. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego wytworzyłam takie mroczne postaci - może przemawiała przeze mnie moja gorsza strona? :)
Na bazgrołkach powyżej wykorzystałyśmy tylko cztery przybory: piórko o granatowym naboju, ciemnoniebieski, niebieski i szary pisak. To tylko kilka rzeczy, ale za to zabawa murowana (przynajmniej dla mnie i Oliwii). Jeszcze przez kilka dni nasza fascynacja stale się rozwijała, ale potem nastał okres wystawiania ocen i... Koniec. Niby czar prysł, a jednak ponownie poczęłam rozmazywać pióro szarym pisakiem. Tym razem nabój jednak został zmieniony na zielony. A zgadniecie czyje było pióro - oczywiście, że Oliwki :) Bardzo jestem Jej wdzięczna za tę cierpliwość, którą mi okazuje, kiedy pożyczam od niej różne rozmaitości. Dzięki Ci Oliwko, to dzięki Tobie mogłam stworzyć to:
Rysunek i wykończenie: Kinga FritzPrzybory rysownicze: Oliwka S. |
Z niewiadomych przyczyn, odnoszę wrażenie, iż kobieta przeze mnie narysowana jest Amfitrytą, słynną małżonką Posejdona. Wskazują na to liczne muszle i małże we włosach, a także przypominające je loczki. I jeszcze ta morska zieleń jej oczu! Czy postać powyżej przywodzi Wam kogoś na myśl? Kogo? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach - nawet nie wiecie, jak cieszy mnie każdy z nich.
Koniec już tych wywodów. Coraz bardziej wdrażam się w bycie blogerką rysunkową i staram się ograniczać pisemnie. Oceny wystawione, w szkole sielanka i nieliczne zadania domowe - pozostało nam, uczniom, tylko oczekiwać na WAKACJE! To w ich czasie (mam nadzieję) będę mogła się wyżyć artystycznie, oczekujcie więc coraz częstszych postów! Życzę Wam spokojnego schyłku roku szkolnego i, oczywiście, miłego weekendu. Do zobaczenia wkrótce.
~Kinga Fritz
czwartek, 11 czerwca 2015
Powrót do przeszłości, o diable i kudłaczu
Witajcie moi czytelnicy! Oto przychodzę z kolejnym już postem. Wiele się wydarzyło w ubiegłym tygodniu, ale jeszcze więcej w mojej przeszłości. To właśnie z niej zaprezentuję dzisiaj rysunki - i te świeże i "nieświeże" :)
Ostatnio, gdy poszłam w odwiedziny do kuzynki natychmiast zaczęłyśmy tak zwane babskie pogaduchy - przecież nie widziałyśmy się AŻ miesiąc. To szmat czasu! Było wiele tematów do omówienia w tym: oceny, poziom trudności w gimnazjum, a także... Mój blog. "Zamieszczasz na nim rysunki, co nie?" - Monika nie musiała się długo zastanawiać. To powszechnie znana oczywistość, iż uwielbiam rysować. Moje zdziwienie było wielkie, kiedy nagle wyjęła z komody wypakowaną czymś teczkę. Tym czymś, okazały się być bazgrołki z lat dziecięcych mojego kuzynostwa! Każdy opatrzony był karteczką z napisem np. Monika 2008, albo Krzysiek 2006. Ale to nie koniec dziwów. Moje zaskoczenie wzrosło jeszcze bardziej, gdy spostrzegłam, co mi wręcza. Kartka była podpisana z tyłu i to (tak!) - Kinga Fritz 2007! Na pewno nie zgadniecie, co narysowałam w wieku pięciu lat (albo zgadniecie, bo napisałam w tytule). Był toooo....
Diabełek! Może nie jest arcydziełem, ale i tak przypadł mi do gustu. Co dziwne, pięcioletnia Kingusia przywiązywała wagę do poszczególnych elementów obrazka np. kołnierza-kryzy, rzęs, brwi czy nosa. No bo w końcu nie bez sensu mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach, he, he (taki suchar związany z postacią). Komu się podoba? Bo mnie tak!
A teraz komunikat: UWAGA! UWAGA! Prosimy Państwa o mocne trzymanie się krzeseł, ponieważ już za kilka sekund wehikuł czasu projektu Kingi Fritz wystartuje z niewyobrażalną prędkością do roku 2014! Wszyscy gotowi? W takim razie startujemy!
Widocznie nie tylko moja kuzynka postanowiła mnie zaskoczyć - także moja koleżanka Maja J. pokazała mi pewien ciekawy bohomaz. "Widzisz, to z zeszłego roku. - Jorge (Jej pseudo-nim) wręczyła mi kartkę w linię, a na niej... Głęboko zamyśloną, długowłosą dziewczynkę i... kudłate litery?!
Wszystkie moje koleżanki ze Szkoły Językowej, co jakiś czas są nimi lawinowo obdarowywane, a Mai wytworzyłam akurat ten, dość..., ciekawy. Ale, tak, tak, nie zapominajmy, że to rysunek z zeszłego roku. Sądzę, iż moje techniki rysunku radykalnie się zmieniły. Dowód - ja także postanowiłam zrobić George'owi niespodziankę, pożyczyłam bazgrołka i ... Stworzyłam nową wersję z 2015 roku. A oto i ona:
Szklące oczy sarenki, błyszczące włosy i zarumieniona cera. Jedno jest pewne - teraz rysuję w o wiele bardziej realistycznym stylu i nie wiem, czy nie w lepszym. Mam wielką nadzieję, że Majce się spodoba, a Wam? Co sądzicie o idei tworzenia nowych wersji starszych rysunków? Napiszcie w komentarzach.
To już wszystko na dziś. Wielce cieszy mnie fakt, że byłam treściwa (w moim przekonaniu), nie to, co w pierwszych postach. Już niedługo moja stronka rozwinie skrzydła i posty będą pojawiały się częściej, o ile będę miała wenę. Pozdrawiam i życzę końcówki tygodnia z uśmiechem na twarzy
~Kinga Fritz
Ostatnio, gdy poszłam w odwiedziny do kuzynki natychmiast zaczęłyśmy tak zwane babskie pogaduchy - przecież nie widziałyśmy się AŻ miesiąc. To szmat czasu! Było wiele tematów do omówienia w tym: oceny, poziom trudności w gimnazjum, a także... Mój blog. "Zamieszczasz na nim rysunki, co nie?" - Monika nie musiała się długo zastanawiać. To powszechnie znana oczywistość, iż uwielbiam rysować. Moje zdziwienie było wielkie, kiedy nagle wyjęła z komody wypakowaną czymś teczkę. Tym czymś, okazały się być bazgrołki z lat dziecięcych mojego kuzynostwa! Każdy opatrzony był karteczką z napisem np. Monika 2008, albo Krzysiek 2006. Ale to nie koniec dziwów. Moje zaskoczenie wzrosło jeszcze bardziej, gdy spostrzegłam, co mi wręcza. Kartka była podpisana z tyłu i to (tak!) - Kinga Fritz 2007! Na pewno nie zgadniecie, co narysowałam w wieku pięciu lat (albo zgadniecie, bo napisałam w tytule). Był toooo....
Diabełek! Może nie jest arcydziełem, ale i tak przypadł mi do gustu. Co dziwne, pięcioletnia Kingusia przywiązywała wagę do poszczególnych elementów obrazka np. kołnierza-kryzy, rzęs, brwi czy nosa. No bo w końcu nie bez sensu mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach, he, he (taki suchar związany z postacią). Komu się podoba? Bo mnie tak!
A teraz komunikat: UWAGA! UWAGA! Prosimy Państwa o mocne trzymanie się krzeseł, ponieważ już za kilka sekund wehikuł czasu projektu Kingi Fritz wystartuje z niewyobrażalną prędkością do roku 2014! Wszyscy gotowi? W takim razie startujemy!
Widocznie nie tylko moja kuzynka postanowiła mnie zaskoczyć - także moja koleżanka Maja J. pokazała mi pewien ciekawy bohomaz. "Widzisz, to z zeszłego roku. - Jorge (Jej pseudo-nim) wręczyła mi kartkę w linię, a na niej... Głęboko zamyśloną, długowłosą dziewczynkę i... kudłate litery?!
![]() |
For Maya "George" fromKinga Fritz KF |
Szklące oczy sarenki, błyszczące włosy i zarumieniona cera. Jedno jest pewne - teraz rysuję w o wiele bardziej realistycznym stylu i nie wiem, czy nie w lepszym. Mam wielką nadzieję, że Majce się spodoba, a Wam? Co sądzicie o idei tworzenia nowych wersji starszych rysunków? Napiszcie w komentarzach.
To już wszystko na dziś. Wielce cieszy mnie fakt, że byłam treściwa (w moim przekonaniu), nie to, co w pierwszych postach. Już niedługo moja stronka rozwinie skrzydła i posty będą pojawiały się częściej, o ile będę miała wenę. Pozdrawiam i życzę końcówki tygodnia z uśmiechem na twarzy
~Kinga Fritz
piątek, 5 czerwca 2015
Niedobór papieru i uciążliwy katar
Witajcie. Być może jesteście ciekawi, co spowodowało moją nieobecność, więc już się tłumaczę :) Po wielogodzinnym przebywaniu poza domem na wietrze musiałam, oczywiście, się przeziębić. Z gorączką i chusteczkami do nosa pod ręką przeleżałam dwa dni, a następnie poszłam do szkoły siąkając wniebogłosy. Wyglądałam mniej więcej tak:
Nie licząc tych szmatek pozawiązywanych artystycznie na szyi i głowie, a także przetłuszczonych włosów, moją twarz pokrywały takie same wypieki. Nawet zakatarzony nos i zaczerwienione oczy wystające spod kołdry upodabniały mnie do dziewczynki na obrazku, siąk, siąk.
Teraz już zdrowa, zanudzam się potwornie bez ani jednej kartki papieru i nawet kredek czy jakiegokolwiek ołówka (!). Zawsze mogę coś jeszcze potworzyć w super profesjonalnym Paincie, ale jednak to nie jest "to". Na szczęście pozostały mi jeszcze cała masa książek, które ja, mól książkowy pożeram natychmiastowo, a także wycieczki w góry :) Może to jednak dobrze, że jestem na takim rysunkowym "odwyku" - kto wie? A jak Wy sądzicie? Po raz kolejny przypominam, iż pod każdym postem macie możliwość zamieszczenia komentarza. Na razie są one rzadkością, więc może to zmienimy?
Na sam koniec tego króciusieńkiego wpisu, pragnę Wam życzyć miłego początku czerwca. Nareszcie nadszedł ten piękny czas, kiedy w powietrzu można wyczuć nutę zbliżających się coraz to szybciej wakacji. Cudownie :)
~Kinga Fritz
Nie licząc tych szmatek pozawiązywanych artystycznie na szyi i głowie, a także przetłuszczonych włosów, moją twarz pokrywały takie same wypieki. Nawet zakatarzony nos i zaczerwienione oczy wystające spod kołdry upodabniały mnie do dziewczynki na obrazku, siąk, siąk.
Teraz już zdrowa, zanudzam się potwornie bez ani jednej kartki papieru i nawet kredek czy jakiegokolwiek ołówka (!). Zawsze mogę coś jeszcze potworzyć w super profesjonalnym Paincie, ale jednak to nie jest "to". Na szczęście pozostały mi jeszcze cała masa książek, które ja, mól książkowy pożeram natychmiastowo, a także wycieczki w góry :) Może to jednak dobrze, że jestem na takim rysunkowym "odwyku" - kto wie? A jak Wy sądzicie? Po raz kolejny przypominam, iż pod każdym postem macie możliwość zamieszczenia komentarza. Na razie są one rzadkością, więc może to zmienimy?
Na sam koniec tego króciusieńkiego wpisu, pragnę Wam życzyć miłego początku czerwca. Nareszcie nadszedł ten piękny czas, kiedy w powietrzu można wyczuć nutę zbliżających się coraz to szybciej wakacji. Cudownie :)
~Kinga Fritz
Subskrybuj:
Posty (Atom)



