Witam! Jakie to dziwne uczucie witać się z (na razie niewidzialnymi) przyszłymi czytelnikami. Nareszcie, po wielu chwilach wahań, rozpoczęła swe istnienie ta oto stronka. Nawet nie wiecie, jak długo był to wyczekiwany przeze mnie moment! Na moim blogu będzie mowa o tym, co uwielbiam robić w wolnym (a także tym zajętym) czasie, czyli o rysowaniu. Jest to jedna z moich wielu pasji, ale, hola-hola, ja jeszcze nawet się nie przedstawiłam. Wiedziałam, że coś wyleciało mi z głowy :)
Nazywam się Kinga, w lipcu skończę trzynaście lat i uwielbiam (podkreślam: uwielbiam) się rozwijać w możliwie jak największej ilości kierunków. Uczę się języka angielskiego, a także hiszpańskiego. Ta ostatnia część zdania o rozwijaniu brzmi trochę nudnawo, prawda? Ale to najszczersza prawda. Cały ten blog powstał po to, żebym nauczyła się trochę od innych, o czym często zapominam. Wierzę, że jeśli popełnię jakiś błąd w proporcjach na obrazku czy w jakimkolwiek innym przypadku, Wy zwrócicie mi uwagę i pokażecie, jak zrobić to prawidłowo, umieszczając w komentarzach linki do pomocnych stron i blogów. Będę wam za każde słowa uwagi i krytyki ogromnie wdzięczna. Ja, być może, natchnę Was moimi amatorskimi pomysłami, których niekiedy całkiem wiele kłębi się w mojej głowie. To chyba całkiem sensowna wymiana:) Nie jestem mistrzynią i na pewno w historii tego bloga pojawią się wielkie porażki, trudno. Postaram się pomimo ich istnienia brnąć do przodu i dążyć do poprawy. Piszę tak, piszę o tych moich pracach, lecz nadal żadnych nie umieściłam - to trzeba zmienić. Więc oto i moje ostatnio wytworzone brulionowe bazgrołki:
Trochę mnie śmieszy fakt, że wszystkie te twarze, oczy i głupie dopiski powstały z tak przyziemnego powodu, jak rozpisanie pióra. Ciągle ściekała z niego zielonkawa breja, chociaż zmieniłam nabój na niebieski - czyżby złośliwość rzeczy martwych? Dopiero w tym momencie odkryłam, że większość z narysowanych dziewczyn nie jest ludźmi, lecz kulfonami - niektóre mają oczy jak piłki tenisowe lub w różnych rozmiarach, inne, wargi jak poduszki... Słowem, chyba tylko jedna czy dwie tak naprawdę mi odpowiadają.
Jest jeszcze cyklopica-hipiska. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie narysowałam kogoś odrobinę bardziej ludzkiego niż ta okrutna starożytna kreatura. Albo dlaczego jest ubrana w tak stylową koszulkę ;) Przyczyna jest prosta: oko nie było w odpowiednim kształcie. Możę i odrobinę przesadzam, ale jeśli wyglądało ono jak łódka odwrócona do góry dnem, raczej nie sprawiałoby wrażenia realistycznego. W takiej sytuacji, przynajmniej żeńska przedstawicielka tej wymarłej już rasy, została sportretowna. Cyklopy w Tartarze, radujcie się!!!
Ojej, ależ się rozpisałam! Nie będę Was już zanudzała nudnymi historiami powstania wcześniej ukazanych esów-floresów i pożegnam się. Jeśli jesteście ciekawi kolejnych wpisów, jestem pewna, że już niedługo się pojawią na mojej stronie. Na tym kończę mój pierwszy post i życzę Wam miłego weekendu. Do zobaczenia wkrótce
~Kinga Fritz

Fajnie się prezentuje pierwszy post, liczę na więcej!
OdpowiedzUsuńTo fajnie, że fajnie:) Już zamieściłam kolejny wpis, więc będziesz miała co oglądać.
UsuńTen blog ma same piękne obrazki. Jest cudowny. Dziękuję za polecenie mi go.
OdpowiedzUsuńGood!:-)
OdpowiedzUsuńSuper! Czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuń